PRACOWNIE RYSUNKU
ANDRZEJA KAPUSTY
GRZEGORZA BEDNARSKIEGO
STANISŁAWA BAJA
JAROSŁAWA MODZELEWSKIEGO
Cztery wystawy rysunku
Wydziału Malarstwa
krakowskiej i warszawskiej ASP
20 II - 9 V 1997
Galeria In Spe
Warszawa
ul. Piękna 16B
Nie znam sztuki żądającej większej inteligencji niż rysunek. Czy chodzi o wydobycie z kompleksu widzenia kreski, streszczenie jakiejś struktury, o nieuleganie ręce, odczytanie i artykulację formy przed jej napisaniem; czy dominuje inwencja, myśl żąda posłuszeństwa, określa się i wzbogaca o to, czym staje się pod spojrzeniem na papierze - wszystkie zdolności umysłu znajdują zastosowanie w tej pracy, gdzie z równą mocą ukazuje się charakter osoby, jeśli osoba ma charakter.
Paul Valéry
W "Galerii In Spe" od lutego do maja 1997 odbyły się cztery przeglądy studenckich prac rysunkowych z Wydziałów Malarstwa krakowskiej i warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Do przedstawienia swoich pracowni rysunku zaproszeni zostali malarze: Andrzej Kapusta, Grzegorz Bednarski, Stanisław Baj i Jarosław Modzelewski; wystawiając swoje prace razem z pracami studentów podpisali się pod dokonanym wyborem. Odpowiedzieli na postawione pytania o rysunek i jego związek z malarstwem, o program oraz uzasadnili dokonany wybór. Zostały zaproponowane warunki, żeby o pracach studentów rozmawiać, patrzeć na nie uważnie.
Przyglądając się czterem pracowniom widać, że pedagodzy uczą "sobą", własnym temperamentem i przekonaniami. Nie dążą do opracowania programu (wyjątkiem jest Grzegorz Bednarski). Stanisław Baj wyraźnie unika tego słowa. Podkreśla, że rysunek ma być własną, niepowtarzalną wypowiedzią i niechętnie mówi o konkretnych ćwiczeniach, jak gdyby postawione zadanie miało krępować indywidualność studenta. Jarosław Modzelewski bardzo zdawkowo mówi o programie, uważając obowiązujący na akademii sposób uczenia za coś ogólnie przyjętego i wiadomego. Andrzej Kapusta nie chce, aby w jego pracowni panowała jakakolwiek konwencja. Powtarza się opinia, że każdego trzeba uczyć indywidualnie. Przy braku określonej koncepcji kształcenia pozostaje przekazywanie studentom własnych intuicji artystycznych.
Przywoływane różnice między akademiami krakowską i warszawską rzeczywiście istnieją. Tradycja krakowska zobowiązuje do poszukiwania znaczeń, dążenia do wypowiedzi w myśl starego rozumienia poezji i malarstwa jako siostrzanej pary. Do akademickiej tradycji próbuje, jak sam mówi, "po omacku" nawiązać Grzegorz Bednarski; powraca do hierarchii tematów, wprowadza swobodne kopie z wybitnych dzieł sztuki. W pracach studentów Jarosława Modzelewskiego treścią jest układ form pozostających w obszarze poszukiwań "językowych". W pracowni Stanisława Baja znaczenia wiążą się z emocjami, nastrojem, "prawda wewnętrzna" stanowi kryterium dzieła. Andrzej Kapusta widzi rysunek jako samodzielną realizację, zakończony wysiłek twórczy, do którego dochodzi się poprzez warianty, poszukiwania. Natomiast zdaniem Jarosława Modzelewskiego rysunek jest dokumentem, śladem procesu twórczego, a nie skończonym dziełem.
Mimo różnic postaw artystów nie można mówić o programowym sporze. Natrafiamy raczej na przekonania niż na sprecyzowane poglądy.
Tak naprawdę nie wiemy, czym jest akademia. Andrzej Kapusta, który wydaje się najbardziej akademicki, stwierdza, że ćwiczenia studentów mają "wykraczać poza propozycje czysto akademickie". Jarosław Modzelewski, który poprzez swoją twórczość mógłby zaproponować studentom wyjście w stronę obserwacji świata, powiada, że nauka w akademii to "możliwy do wdrożenia alfabet". Cóż zatem znaczy nazwa "akademia", przyjęta ostatnio przez wyższe uczelnie artystyczne w Polsce? Wydaje się, że jest to federacja odrębnych pracowni, których charakter zależy od osobowości prowadzącego. Nie ma dążenia do określenia oblicza szkoły jako całości. Dzisiejsza akademia nie ustanawia już wzorów ani reguł. Nad wszystkim unosi się niepodważalny imperatyw autentyczności, indywidualności, spontaniczności. Studenci utwierdzani przez szkołę w poczuciu własnej wyjątkowości oczekują uwagi i uznania, nie są jednak często przygotowani do obdarzania uwagą innych. Taka postawa podważa również sens akademii jako "wspólnoty uczących się". Pytanie o rysunek rozszerzyło się o pytanie o akademię, która, według słów Janusza Marciniaka, może być krzywym zwierciadłem współczesnej sztuki.
Joanna Stasiak
CZYM JEST RYSUNEK I JAKI JEST JEGO ZWIĄZEK Z MALARSTWEM?
ANDRZEJ KAPUSTA: Dla mnie rysunek jest najbardziej bezpośrednią, osobistą, ale jednocześnie samowystarczalną formą wypowiedzi artystycznej. Jeśli chodzi o związek z malarstwem, rysunek z reguły pełni rolę konstrukcyjną. W moim przypadku odgrywa rolę podstawową na każdym etapie malowania.
STANISŁAW BAJ: Dla mnie różnica między malarstwem a rysunkiem jest zupełnie nieznaczna. Rysunek jest to operowanie jednym kolorem, bielą i czernią. To szczególny przypadek malarstwa, kiedy środki sprowadzają się do punktu, linii, struktur walorowych, bieli i czerni.
GRZEGORZ BEDNARSKI: Rysunek zawsze określał formę. Był pierwotny wobec malarstwa. Rysunek to pierwszy obrys, uchwycenie idei, myśl konstrukcyjna obrazu, element intelektualny malarstwa. Chodzi o to, żeby poprzez rysowanie dochodzić do malarstwa. Myślę, że rysunek może wyrażać więcej niż plama barwna. Malując obraz najpierw rysuję, potem zapełniam kolorem.
JAROSŁAW MODZELEWSKI: Nie traktuję rysunku jako samoistnej formy twórczości. Jest on dla mnie absolutnym sługą, narzędziem. Rysunek to forma skrótowej, pozbawionej kłopotów technicznych notatki, szybki zapis jakiegoś pomysłu. Rysuję, kiedy potrzebuję zorientować się, co właściwie widzę. Jeśli malując korzystam z rysunku, bardzo mu wierzę. Najczęściej precyzyjnie, za pomocą podziałki, przenoszę go na obraz.
PRACOWNIA ANDRZEJA KAPUSTY
Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie
Zależy mi na tym, by w prowadzonej przeze mnie pracowni nie panowała żadna konwencja. By każdy ze studentów mógł zachować i zaznaczyć własną odrębność. Uczę tego, czego można nauczyć. Samodyscypliny, cierpliwości, wnikliwości, widzenia analitycznego, syntetycznego. Staram się wprowadzić studenta w możliwie szeroki zakres podstawowych zagadnień rysunkowych: w zasady i sposoby ustawienia proporcji, ruchu, dynamiki, napięć, konstrukcji przestrzennej i konstruowania przestrzeni, budowy bryły i analizy jej płaszczyzn składowych, mas, ciężarów i punktów podparcia, posługiwania się kreską i plamą, szeroką i wąską gamą walorową, różnymi technikami rysunkowymi. I uważam, że studium aktu nie jest najgorszą okazją, by te zagadnienia poruszyć. Zależy mi na tym, by dla osób bardziej zaawansowanych studium aktu było punktem wyjścia do indywidualnych rozwiązań rysunkowych, w których większą rolę odgrywa czynnik kreacji artystycznej. Z drugiej strony od samego początku staram się rozbudzić w studentach potrzebę podejmowania tematów rysunkowych wykraczających poza propozycje typowo akademickie. Dla przykładu: konkurs na rysunek o tematyce zaczerpniętej z mitologii, konkurs na rysunek inspirowany fotografią, konkurs na rysunek inspirowany wybranym dziełem sztuki - to ćwiczenia odwołujące się do wyobraźni, pamięci plastycznej, do poszukiwania indywidualnych środków wyrazu.
Wybór dziesięciu przedstawicieli trzydziestoosobowej grupy, jaka tworzy pracownię, nie był łatwy. Musiał być wyborem subiektywnym. Zdecydowałem, że na tej wystawie nie będą pokazane typowo akademickie prace studyjne. Ograniczyłem się do zaprezentowania indywidualnych prób interpretowania rzeczywistości. Rysunki Urszuli Czernickiej i Beaty Skrzypek są odpowiedzią na zadane ćwiczenie. Są ostatnią fazą transformacji, jakiej została poddana postać ludzka umieszczona na tle układu figur geometrycznych. Punktem wyjścia w tym ćwiczeniu było w pierwszej fazie studyjne, "aż do bólu", potraktowanie całej sytuacji. W realizacjach następnych należało już w sposób bardziej swobodny odnieść postać modela do danego układu geometrycznego.
W rysunku Urszuli Czernickiej oba elementy, zarówno model, jak i figury geometryczne, zostały wyabstrahowane i na czystym, neutralnym tle na nowo z sobą połączone. Wpisane jeden w drugi. W ostatnim z serii rysunku Beaty Skrzypek zachowane zostały trzy elementy: bardzo ogólnie potraktowana postać, szczątki układu geometrycznego oraz wyraźny cień modela rzucony na ścianę.
Rysunek Weroniki Toborowicz to uderzające prostotą użytych środków, niezwykle dramatyczne w swoim wyrazie studium leżącego modela.
Andrzej Kapusta
Andrzej Kapusta, "Rysunek IX",
1996 (technika mieszana, 70x100)
Urszula Czernicka
(papier, ołówek, 100x70)
Beata Skrzypek
(kalka, węgiel, 77x55)
Urszula Czernicka
(papier, ołówek, 100x70)
Damian Pacha
(papier, węgiel, 86x61)
Weronika Toborowicz
(papier, węgiel, 70x100)
PRACOWNIA GRZEGORZA BEDNARSKIEGO
Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie
Chciałbym, żeby studenci poczuli, że świat można rysować. Marzy mi się, żeby posługiwali się ołówkiem tak, jak posługiwali się nim Rembrandt, Ingres. Żeby mieli pewność siebie, umiejętności. Rysowanie jest taką dziedziną, gdzie można zdobyć pewność. Ważne jest, żeby sięgali do tradycji. Jednocześnie podoba mi się, kiedy rysują z temperamentem. Rysunek powinien być taki, jaki jest człowiek, jaki jest artysta.
Prace wybrane na wystawę to realizacja konkretnego ćwiczenia. W ciągu semestru studenci mieli zrobić tekę rysunkową złożoną z 10 rysunków na określony temat, zaczerpnięty z Biblii lub mitologii. Stawiałem duży nacisk na temat. Określony miał być również format (A5), ale nie udało się go utrzymać. Miała to być kompozycja figuralna z postaciami i akcją, która dzieje się w pewnym czasie, w pewnej przestrzeni.
Jak w teatrze: pierwsza, druga, trzecia odsłona. Trzeba było te odsłony narysować, czyli przedstawić akcję. Namawiałem do rysowania z natury, korzystania z innych rysunków, grafik, oglądania starych sztychów, używania szkicownika i studium postaci rysowanych z modela w akademii. Nawet e-lementy komiksu mogły się w tym znaleźć. Najważniejsze było to, żeby poradzili sobie z kompozycją, z napięciami między figurami.
Pięć podobnych do siebie rysunków Marty Brincken ukazuje ten sam motyw: uzdrowienie ślepca. Są to prace na pół abstrakcyjne, na pół figuralne. Cała ich dramaturgia polega na łączeniu światła z postacią. Autorka zrezygnowała z tego, na czym mi zależało: na opowiadaniu i charakterystyce postaci. Postać jest tu wtopiona w światło, nie dopowiedziana.
Anna Górska rysując "Narodziny bogów" korzystała z grafik, rycin, używała szkicownika i własnych rysunków z modela wykonywanych w akademii. Bardzo mi to odpowiada, jeśli chodzi o metodę.
Także Iwona Kosińska, autorka niedużego formatu rysunków pokazujących prace Heraklesa, posługiwała się sztychami Rubensa, Michała Anioła czy Van Dycka, przetwarzając wzór w taki sposób, że jest mało czytelny. Przedstawiona w tych rysunkach scena zajmuje tylko fragment kartki, dramatyczna akcja włożona jest w biel. Szara, nieokreślona przestrzeń wokół postaci jest bardzo ciekawie, subtelnie rysowana.
Renata Hulbój w rysunku jest prawie wirtuozem. Patrząc na jej prace myśli się o starych mistrzach. W przeciwieństwie do niej Grażyna Tomczyk rysuje z oporem, jakby w męce, ale rezultat często jest zaskakująco pełen wyrazu.
Trudno jest dziś nawiązywać do jakiegoś systemu nauczania dlatego, że nie ma już żywej tradycji rysunkowej. Jesteśmy amatorami. Ucząc rysunku sięgam do jakichś wzorów, ale bez metody, bo ona przestała istnieć. W tej chwili jest to szukanie po omacku. Jeżeli rezygnuję z połowy zamierzeń, niekonsek-wentnie egzekwuję wymagania, to też dlatego, że przypatruję się studentom. Sprawdzamy się. Sceny figuralne, sceny akcji to dla wielu osób bardzo trudne zadanie. Cieszę się, że przeczytali Biblię, mity i że zobaczyli to, co przeczytali.
Grzegorz Bednarski
Grzegorz Bednarski, "Czy czyta Pani Czycza, czy Czycza Pni zna - Dane Tote",
1996 r. (papier, rys. piórkiem, 34,5x50)
Renata Hulbój, "Obnażenie z szat"
(papier, tusz lawowany, 34x49)
Iwona Kosińska, z cyklu "Prace Heraklesa"
(papier, ołówek, 25x38)
Grażyna Tomczyk, z cyklu "Męka Pańska"
(papier, węgiel, grafit, 30x40)
Marta Brincken, "Uzdrowienie ślepca"
(papier, pastel, 50x50)
Anna Górska, z cyklu "Narodziny bogów"
(papier, węgiel, 50x34)
PRACOWNIA STANISŁAWA BAJA
Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie
Nie mam żadnej metody nauczania. Nie umiałbym przedstawić jednego zasadniczego programu. Każdy przychodzący do pracowni student ma swój własny świat i nauka rysunku właściwie sprowadza się do warsztatu. Tu mogę przekazać moje doświadczenie i na tym moja rola się kończy. Myślenie, własne postrzeganie świata jest sprawą bardzo indywidualną. Staram się, żeby nie zostało naruszone. Dbam o to, aby studenci nauczyli się porządnie rysować człowieka. To jest punkt wyjścia. Nie ma na to innej metody jak po prostu rysować postacie ludzkie w różnych sytuacjach. Zwracam dużą uwagę na walor i kontrast, które mają swoje konsekwencje w malarstwie. Bardzo proste ćwiczenia, takie jak rysowanie czarnego przedmiotu na czarnym tle lub ustawionego pod światło, zmuszają do myślenia walorem. Uważam, że każdy powinien choć raz znaleźć się w tym królestwie między bielą a czernią. Istotny jest również problem kontrastu. Różne działania, próby kładzenia bieli na czerni, zapełniania bieli czernią okazują się potem ważne w malowaniu. Organizuję przegląd prac rysunkowych w połączeniu z malarstwem. Dzięki temu można zobaczyć, jak studenci przekładają zagadnienia z rysunku na malarstwo lub odwrotnie. Wtedy też łatwiej się spotkać w korekcie, łatwiej doradzić.
Praca ze studentami polega na indywidualnych rozmowach. Nie zawsze konkretna korekta rysunku wprowadza zmiany, czasem rozmowa o innych sprawach okazuje się decydująca. Zostawiam studentom swobodę, nie ingeruję, czekam na ich własne ciekawe rozwiązania. Nie określam żadnej drogi, jedynie prowokuję ustawieniem modela, tematem. Tematy najczęściej dotyczą pojęć (np. strach, napięcie pomiędzy bielą a czernią). Staram się też w korektach przypominać o najlepszych tradycjach malarstwa polskiego. Cenię szczególnie malarzy przełomu XIX i XX wieku. Sądzę, że to bardzo ważne - mieć poczucie swoich duchowych korzeni.
Interesują mnie te osoby, które próbują znaleźć własne oblicze, drogę zgodną z własną naturą. Nie lubię unifikacji, która w szkole zawsze istnieje. Staram się szukać tych, którzy się jej nie poddają. Najważniejszy jest własny, prawdziwy sposób widzenia świata.
Michał Borys wnikliwie obserwuje przedmiot. W sposób delikatny, zróżnicowanymi strukturami walorowymi oddaje wszystkie niuanse. Jednocześnie w tych rysunkach przekroczona zostaje pewna granica, przedmioty przeniesione ze świata stają się odrealnione, wzbogacone o nowy sens.
Magdalena Pisarek rysuje zwykłe, prozaiczne rzeczy i sytuacje znane z codzienności. Jednak są one ujrzane zupełnie inaczej, poprzez filtr jej wyobraźni. Piękne jest to, że rzecz bardzo prostą potrafi nasycić własną poezją.
Bartek Kowalski zajmuje się też ilustracją, ale w małych formatach wybiera raczej nastrój niż opowiadanie. To, co robi, nie jest szokująco inne od prac pozostałych. Specyficzna, jego własna, jest przestrzeń w tych rysunkach.
Tomek Karabowicz jest intrygującą osobowością. Z nim najmniej rozmawiałem o tym, co chciałby rysować. Cały czas krąży wokół postaci rysowanej z modela. Bardzo go zajmuje ekspresja, sposób rysowania. Wydaje mi się, że to, jak rysuje, dokładnie odpowiada temu, jaki jest jako człowiek. Nie omija spraw prostych, ale jest w tym drapieżny i zadziorny. Rzeczy zwyczajne pokazuje w sposób umiejętny i ciekawy.
Prace Moniki Tyczyńskiej oddają nastrój tajemnicy. Za pomocą różnych środków: nastrojami, światłem stara się o tym opowiedzieć. Przedstawienie pojęcia środkami malarskimi to jest rzecz fascynująca i bardzo trudna.
Stanisław Baj
Stanisław Baj, "Portret",
1996 r. (olej, płótno, 120x80)
Michał Borys
(papier, węgiel, kredka, 130x100)
Monika Tyczyńska
(papier, węgiel, 21x25)
Tomasz Karabowicz
(papier, węgiel, grafit, 100x70)
Magdalena Pisarek
(papier, technika własna, 32x25)
Bartłomiej Kowalski
(papier, węgiel, 30x21)
PRACOWNIA JAROSŁAWA MODZELEWSKIEGO
Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie
Nauka rysunku w akademii w Warszawie oparta jest na studium postaci, studium aktu. Rysowanie z modela jest jednym z możliwych, na pewno nie jedynym, sposobem nabycia umiejętności, takich jak budowa postaci, znalezienie miary, proporcji, przedstawienie relacji przestrzennych. To jest możliwy do wdrożenia alfabet. Każdy powinien go poznać.
Prawdopodobnie można nauczyć się tego rysując kwiaty albo drzewa. Jednak rysowanie postaci człowieka będzie zawsze bogatsze, bo jesteśmy ludźmi. Konwencja akademicka otwiera się też na tradycję sztuki europejskiej. Dzięki niej studentowi, który nie może dać sobie rady z narysowaniem ręki, można (często ku jego zaskoczeniu) powiedzieć: idź, zobacz, jak to rysował Michał Anioł.
Ucząc studentów staram się wyłuskać ich pomyłki, zauważyć i uświadomić w ich pracach to, co w nich jest ciekawe. Nakłaniać do obserwacji i dociekliwości, pozbawiać chwytów, sposobów, tępić zmanierowanie, które osiada jak kurz na wszystkim, manierę, która bierze się z niewidzenia. Każdy ma swój charakter pisma. Każdy będzie rysował na swój sposób. Powinno się jednak wiedzieć dokładnie co się robi i do czego służy każda kreska, każda plama. Czuć odpowiedzialność za każdy fragment rysunku. Najprostszymi środkami dążyć do tego, na czym zależy naprawdę.
Jeden z zaproszonych, Marcin Dutka, muzyk, robił bardzo dużo rysunków formatu A4, zapisów, szkiców, notatek; od pięknych, wysmakowanych aktów do rzeczy, które wydawały mi się okropne. Wygrywał swoją osobowością, nie dawało się nim kierować.
Radek Predygier szukał niekonwencjonalnego podejścia do studium aktu. Widzę błędy jego rysunku, ale nie miał to być pokaz chytrej umiejętności. To zostało zrobione z dystansem wobec udatnego narysowania leżącego aktu. On jest wobec tego agresywny, on to niszczy. Figura jest rozbita, rozwarstwiona. Jest w tym rysunku postać i zarazem jest niezgoda na nią. Czasem wydaje się, że nie ma nic prócz rozmazanych, dzikich plam, po chwili pojawia się zarys twarzy i widzimy, że jest to ktoś, kto leży, ma rękę, nogę, brzuch... To jest przykład sytuacji, które go intrygują.
Antoni Starowieyski - niesłychanie skupiony, uosobienie klasyka. Bronił się przed ojcem, przełamywał szkolne przyzwyczajenia, szukał prostoty dziecka, przemęczał papier. Przyjął pewną konwencję, ale w tej konwencji szedł daleko. To także jest dla mnie wartościowe, jeżeli jakąś przyjętą postawę zgłębia się do końca. Ta cecha wydaje mi się bardzo szlachetna i potrzebna.
Tomasz Milanowski to człowiek o wielkiej potrzebie ekspresji, malujący z rozmachem duże obrazy, stosujący ostre kolory, operujący gestem. W rysunkach nieco się to gubi, jakby ograniczenie do czerni go blokowało. Ufam temu, co robi bardziej całościowo. Pokazał rysunek, którego zasadą jest gwałtowne zderzenie dwóch różnych sposobów oddziaływania. Górna i dolna partie rysunku jakby nie pasują do siebie; jedna jest graficzna, ostra, wyrysowana, druga rozwiązana "po malarsku" w półtonach, ćwierćtonach, są tu dwie różne przestrzenie itd. Zarazem jednak są to inne interpretacje tych samych form. Ich powtarzalność sprawia, że rysunek pozostaje całością, a zderzenie nie prowadzi do rozpadu.
Jarosław Modzelewski
Jarosław Modzelewski
(papier,węgiel, ołówek, 27x38)
Marcin Dutka
(papier, tusz, 24x17)
Marcin Dutka
(papier, flamaster, 21x14)
Tomasz Milanowski
(papier, tusz, 70x100)
Antoni Starowieyski
(szary papier, węgiel, kredka, 100x130)
Radosław Predygier
(papier, tusz, 50x70)
POKAZY Z CYKLU "PRACOWNIE RYSUNKU W "GALERII IN SPE":
"ANDRZEJ KAPUSTA I JEGO UCZNIOWIE"
20 II - 7 III 1997
Uczestnicy: Andrzej Kapusta (adiunkt II stopnia w ASP w Krakowie), Bogusław Bachorczyk, Urszula Czernicka, Grzegorz Grela, Rafał Kępa, Damian Pacha, Agnieszka Pawłowicz, Sylwia Pytlik, Beata Skrzypek, Daniela Studzińska, Grzegorz Szczęch, Weronika Toborowicz.
"STANISŁAW BAJ I JEGO UCZNIOWIE"
4-18 IV 1997
Uczestnicy: Stanisław Baj (adiunkt w ASP w Warszawie), Michał Borys, Tomasz Karabowicz, Bartłomiej Kowalski, Magdalena Pisarek, Teodor Sobczak, Monika Tyczyńska.
"GRZEGORZ BEDNARSKI I JEGO UCZNIOWIE"
12-28 III 1997
Uczestnicy: Grzegorz Bednarski (adiunkt II stopnia w ASP w Krakowie), Marta Brincken, Anna Aleksandra Górecka, Anna Górska, Renata Hulbój, Celina Kędziera, Iwona Kosińska, Magdalena Kuźniak, Justyna Łuczaj, Michał Misiak, Grażyna Tomczyk.
JAROSŁAW MODZELEWSKI I JEGO UCZNIOWIE"
24 IV - 9 V 1997
Uczestnicy: Jarosław Modzelewski (adiunkt II stopnia w ASP w Warszawie), Marcin Dutka, Tomasz Milanowski, Radosław Predygier, Antoni Starowieyski.
|