JERZY WOLFF
wystawa malarstwa
ze zbiorów prywatnych
14 V - 6 VI 199
Galeria In Spe
Warszawa
ul. Piękna 16B
JERZY WOLFF
w pracowni w Laaskach, 1974
fot. Jerzy Sabara
JERZY WOLFF 1902-1985
W latach 1920 - 1926 studiował malarstwo i grafikę w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowniach Ignacego Pieńkowskiego, Felicjana Szczęsnego Kowarskiego i Jana Wojnarskiego. W latach młodzieńczych zajmował się grafiką, później głównie malował i rysował. W latach 1929 -1933 przebywał w Paryżu ucząc się malarstwa przede wszystkim w Luwrze. W Galerie Art et Artistes Polonais w Paryżu miała miejsce jego pierwsza wystawa indywidualna (1932). Był zaprzyjaźniony z Kazimierzem Miterą i grupą kapistów, szczególnie z Zygmuntem Waliszewskim, Hanną i Janem Cybisami i Józefem Czapskim. Należał do licznego grona malarzy kolorystów. Po powrocie do Polski brał udział w wielu wystawach, m. in. Salonach Instytutu Propagandy Sztuki w Warszawie. Miał dwie wystawy indywidualne: w lokalu ZPAP w Warszawie (1936; następnie w Lublinie i Poznaniu) i w Instytucie Propagandy Sztuki w Warszawie (1938). Zajmował się krytyką artystyczną, współpracował z "Głosem Plastyków", prowadził w 1938 roku dział recenzji plastycznych w "Prosto z mostu". Lata wojny i okupacji spędził w majątku rodzinnym w Wilczycach. Powstało tam wiele obrazów. Pod koniec wojny znaczna część jego prac (głównie rysunki i akwarele) spłonęła. W 1944 roku, po krótkim pobycie w Lublinie, przez kilka miesięcy inwentaryzował zbiory malarstwa w Pałacu Kozłowieckim. W 1945 roku zamieszkał na Saskiej Kępie w Warszawie. W pierwszych latach po wojnie aktywnie uczestniczył w organizowaniu życia artystycznego. Wraz z Janem Cybisem redagował "Głos Plastyków". Był wiceprezesem Zarządu Głównego ZPAP w latach 1947 - 1948. Latem 1948 roku wyjechał na trzymiesięczne stypendium do Francji. Po powrocie do kraju wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie. Porzucił malarstwo. W 1952 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Był duszpasterzem w Aninie, Otwocku, Warszawie, a od 1958 roku w zakładzie dla Niewidomych w Laskach pod Warszawą. Wiosną 1959 roku, po jedenastoletniej przerwie, wrócił do malarstwa. Od tego czasu brał udział w wystawach w kraju i za granicą. Miał siedem wystaw indywidualnych: w Zachęcie w Warszawie (1959, 1966, 1973, 1981) ; W KMPiK-u w Białymstoku (1971), w Domu Artysty Plastyka w Warszawie (1978); w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej (1979). W 1974 otrzymał Nagrodę Krytyki im. C.K. Norwida. W 1979 został laureatem Nagrody Fundacji im. Alfreda Jurzykowskiego w Nowym Jorku. Bibliografia publikacji Jerzego Wolffa liczy ponad 100 pozycji. Przed wojną pisał m. in. w "Głosie Plastyków", "Arkadach", "Prosto z Mostu", "Ateneum". W latach czterdziestych publikował m. in. w "Odrodzeniu", "Zdroju", "Przeglądzie Artystycznym", "Problemach", "Twórczości", "Nowinach Literackich". Po 1959 roku zamieszczał teksty o sztuce m. in. w "Tygodniku Powszechnym", "Więzi", "Znaku", "Twórczości", "Tekstach". Wydał książkę o Aleksandrze Gierymskim (1948), studium o malarstwie Zygmunta Waliszewskiego (1969) i zbiory esejów: "Kształt Piękna" (1973) i "Wybrańcy sztuki" (1982). Kilkanaście jego książek w rękopisach i maszynopisach znajduje się w zbiorach Sekcji Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej KUL w Lublinie.
oprac. Krzysztof Harbaszewski
JERZY WOLFF - O sztuce*
W bardzo dziwnych żyjemy czasach schyłku jakiegoś. Który tym się odznacza również w sztuce, że wszystko tu wątleje jak gdyby. Traci siłę, co kiedyś stanowiło jej wartość, jej urodę, jej wdzięki. Jej sens cały, po prostu. Sztuki, która pokarmem była kiedyś dla ludzi, odżywiała szczodrobliwie ich pięknem. Pięknem, którym niezmiennie jest w esencji swej "pierwszej", treści swojej najgłębszej. Będąc stale czymś młodym jest zarazem czymś starym tak bardzo, jak ludzkość. I z tej swojej starości wciąż czerpiącym dla siebie nowe soki do życia. Żyje bowiem to tylko, co nie zrywa kontaktów całkowicie z przeszłością. Gdyż to nowe rzekomo, co kontakty zerwało, to już sztuką tak nie jest, jako nie jest już życiem stan letargu, powiedzmy. Bo czy będzie to sztuką, co wyrzekło całkowicie się piękna? Co zerwało z grą wszelką i z harmonią też wszelką? Skoro piękno polega na grze właśnie, harmonii. Musiałby się odmienić człowiek całkiem, by widzieć piękno w braku harmonii oraz w braku gry wszelkiej. Gdyby tak się odmienił, już by nie był, prawdę mówiąc, człowiekiem. Czy kimś wyższym? Nie sądzę. Kontakt z pięknem tak bardzo uszlachetnia człowieka (czy powinien uszlachetniać) bo wtedy, kiedy z pięknem obcujesz, wkraczasz w strefę abstrakcji, skoro ono tkwi wcale nie w przedmiocie, a tylko i jedynie w relacjach zachodzących pomiędzy składnikami plastycznymi natury. Tkwi w proporcjach, tak formy jak też barwnych, przedmiotu. Stąd wrażliwość na piękno jest też miarą, w jakiś sposób, człowieka. Gdy zanurzysz się w pięknie, to odrywasz się wtedy od materii - tej grubej, ciężkiej, która obciąża tego, co w niej się będzie gubił całkiem bez końca.Stąd abstrakcja w malarstwie zdaje się czymś cennym, wychowawczo czymś cennym. Ona zmusza odbiorcę do szukania radości nie w przedmiocie przedstawionym lecz poza - więc w wartościach plastycznych, w "czystym" pięknie określonego obrazu. Jeśli jesteś wrażliwy w sercu swoim na piękno, jeśli piękno natury cię zachwyca, to czemu nie potrafisz go wyabstrahować z przedmiotu? Czemu przedmiot konieczny ci się zdaje, byś mógł się pięknem jakoś zachwycić, skoro piękno i przedmiot to są sprawy w pewnym sensie odrębne. Piękno tylko jest cechą, jedną z wielu, przedmiotu, choćby nawet on wcale użyteczny nam nie był w materialnym - użytkowym więc - sensie. Jak kwiat choćby, czy ptaszek w klatce, taki czy inny. Do patrzenia, nic więcej. Jakie zatem znaczenie w twoim życiu ma piękno? Jaką rolę by mogło w twoim życiu odgrywać, gdybyś zechciał mu oddać cząstkę serca twojego, w nim kosztując prawdziwie? Ono by cię wyniosło ponad ziemię wyraźnie. Ono by cię wznosiło powyżej użyteczności bowiem wszelakiej, skoro pięknem się samym nie odziejesz, nakarmić też nim ciała nie zdołasz. Pięknem także nie posłużysz się na to, by się przenieść z miejsca na miejsce, nie dźwigniesz nim się szybciej w hierarchii: urzędniczej, społecznej. Co ci po nim w sensie jeno użytku? Gdy je będziesz kontemplować, to wtedy gotów byłbyś zapomnieć, choćby tylko na chwilę, żeś człowiekiem jest grzesznym. Z pięknem bowiem obcując, obcujemy i z dobrem, skoro piękno jest, jak sądzę, pewną formą też dobra. A czy może coś bardziej uszczęśliwiać niż dobro? (....)
* Fragment nie publikowanego szkicu pt. "Nieudana ekskursja" z ok. 1980 roku, przechowywanego w zbiorach Sekcji Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W rękopisie tytuł "O sztuce" został nadany większej części, z której pochodzi niniejszy wyjątek.

PEJZAŻ Z SANDOMIERZA
1940, olej, dykta, 24x34

WYMARŁY SAD
1940, gwasz, tektura, 30x18

"RAFAŁ" ZIMĄ
1963, olej, płótno, 55x33

PODWÓRZE
1971, olej, płótno, 56x56

POCHMURNY LISTOPAD
1969, olej, płótno, 46x61

SOSNY
1964, olej, płótno, 66x51

NOC ODCHODZI (ŚWIT)
1969, olej, płótno, 73x100

ŻÓŁTE NIEBO
1972, olej, płótno, 66x54

ZGILOTYNOWANA GŁOWA
1974, olej, płótno, 65x50

VERAS LA GLOIRE (TRYPTYK NAPOLEOŃSKI)
1978, olej, płótno, 81x65

MARCHE TRIOMPHALE (TRYPTYK NAPOLEOŃSKI)
1978, olej, płótno, 73x100

DE L'OBSCURITÉ (TRYPTYK NAPOLEOŃSKI)
1978, olej, płótno, 81x65

Á LA PIERO DELLA FRANCESCA
1979, olej, płótno, 80x60
JERZY WOLFF - List do Kazimierza Mitery (1927)*
Mój Kozaku kochany
List z Paryża pewno ci zrobi przyjemność, tyle rzeczy wielkich widział, tyle wrażeń było, że jeszcze mi we łbie huczy, i to nie taxisy i tramwaje, tak tu dużo ma się sobie samemu wewnętrznie do powiedzenia, że się chodzi jak we śnie, marząc wciąż naturalnie o jednym, bo praca staje się po trochu takim tyranem, słodkim co prawda. Zdobyłem jeden wielki skarb, którego mi już nikt nie odbierze, to własne zdanie coraz bardziej wyrobione, tęsknotę za czymś nowem, miłość dla tych wielkich rzeczy, które się kiedyś narodzą, no i przeświadczenie, że to, co się tu teraz dzieje, to w przeważnej mierze tylko blaga i frazes jako miedź brzękająca, pusty. Jest w tym wszystkim jakiś konwenans, zesztywnienie i martwota straszna, chciałoby się tym ludziom krzyknąć, wyjdźcie na świat Boży, otwórzcie oczy szeroko i malujcie tak, jak ptaszek śpiewa. Tylko tak stworzycie nową, wielką sztukę bo wszystko co wielkie płynie z serca (...)
Luwr jest cudowny, przebogaty i przerozmaity, jaką to rozkoszą jest od Davida takiego przejść do waz greckich, od impresjonistów pobiec do ceramiki chińskiej, która cudowna jest po prostu i taka jaka sztuka powinna być: pogodna, kolorowa, prosta, prawie dziecinna, oczy się śmieją i dusza się raduje patrząc na te kwiatki, motyle i ptaszki, komponowane z taką jakąś rozbrajająco naiwną szczerością, a przy tym takie barwne, ci artyści musieli się ogromnie cieszyć swoją sztuką, to tak widać, każde arcydzieło jest takie.
(...)
Całuję Cię b. serdecznie i czekam na odpowiedź, pamiętaj.
Twój Jerzy
18 mai 1927
* Fragmenty listu przechowywanego w Zbiorach Specjalnych Instytutu Sztuki PAN w Warszawie. Skróty redakcji. Kazimierz Mitera (1897 - 1936) malarz, krytyk sztuki, przyjaciel Wolffa.
JERZY WOLFF - List do Heleny Kuszell (1952)*
JERZY WOLFF Maluj, człowieku...*
Kochana Helu!
Pytasz o radę odnośnie Twojego "fachu". Widzisz - fachowcem w sztuce to się zostaje przez wysiłek w codziennej pracy, dającej owoce. Nie ten jest fachowcem, kto skończył akademię, czy jaką inną szkolę artystyczną (w sztuce dyplom jest niczym), ale ten, kto ma coś do powiedzenia, i kto wypowiada się dobrym językiem plastycznym (jeśli jest plastykiem).
Wielkie ambicje są bardzo pożyteczne, wielkie ukochania czynią życie bogatym, ale dobrą sztukę robi ten, kto posiadł dobre "rzemiosło", które zdobywał codzienną, świadomą pracą, nie ma innego środka, niż praca. Ale widzisz, ta praca, ten codzienny wysiłek musi pochodzić z potrzeby wewnętrznej jakiejś całkiem absolutnej - muszę rzeźbić, muszę malować, bo mi to jest potrzebne do życia, jak oddychanie. Jeśli to nie jest konieczne, to widać powołanie jest jakieś inne.
Kiedy Bóg polecił mi wstąpić do Seminarium, to tak od razu uczynił, że malowanie przestało być dla mnie koniecznością, a ludzie tak sobie jakoś naiwnie wyobrażają, że ja teraz wrócę do malarstwa (raz, czy parę razy na tydzień). Po co miałbym wracać, skoro malarstwo przestało być dla mnie koniecznością?
Ten jest artystą, kto sobie może powiedzieć za św. Pawłem: "biada mi, gdybym nie malował, nie rzeźbił". Tylko ten.
Ten jest artystą, kto swoje dzieło nosi w sobie jak kura jajko, i kto myśli wciąż o tym, by znaleźć odpowiednie miejsce i odpowiedni czas, by to jajko znieść. Można tak to jajko nawet całe lata w sobie nosić, i można czuć, jak ono tam w nas pęcznieje do tego stopnia, że w końcu znosimy je już byle gdzie, byle się tego słodkiego ciężaru pozbyć. (....)
X.J.Wolff Anin, 23 XI 1952
* List w posiadaniu p. Heleny Kuszell, rzeźbiarki, uczennicy Wolffa. Skrót redakcji.
JERZY WOLFF - Maluj, człowieku...*
Ach, pamiętam ten moment, gdym się wreszcie po przerwie jedenastu lat długich zabrał znowu do sztuki!
A zaczęło się wszystko od chmurnego pewnego wiosennego dnia roku 59, gdy mi w oko wpadł pejzaż z dachem równie kaplicy czerwonawym, jak bliżej, tuż, bliziutko, czerwona cegła w kupę złożona. I z drzewami licznymi, jakich tutaj nie brak, skoro w lesie wszyscy w Laskach siedzimy.
A pamiętam tym lepiej, że wciąż mieszkam tu dalej i oglądam codziennie równie dachy kaplicy, jak i drzewa te same. Cegły tylko już dawno wywieziono i ludzi brak też dawnych i miłych. Jak to zwykle, oczywiście, w tym życiu. Tam ich wszystkich jednak pewnie zobaczysz. Co to będzie za radość! Znów się spotkać, rozmawiać!
Zaś odnośnie malarstwa, to mnie zafrapowało najbardziej, żem się poczuł tak swobodny, jak dawniej - tak zupełnie, jak gdyby jedenaście lat owe nie liczyły się ani trochę, wcale. Tak, jak gdybym nie przestawał malować.
Po tej pierwszej temperce przyszły inne natychmiast - z tego okna, tamtego - bo z każdego z tych okien coś widziałeś ładnego, co kusiło po dawnemu do pracy. Naprzód z okien malowałem, a potem, gdy zrobiło się cieplej, tom wychodził na pejzaż jak za dawnych lat całkiem: czasem z farbą, a czasami z ołówkiem. I znów stałem się malarzem, tak raptem, jak nim kiedyś być przestałem, też raptem.
Lecz poczułem się malarzem dopiero w czas "wakacji" w Sobieszewie, nad morzem. Bom się wybrał tam, jak dawniej z farbami, z tekturkami, sztalugą, po to, aby malować z dawnym moim sprzed lat wielu zapałem. No i przywieźć do "domu" plon obfity następnie, bom tam nieraz malował po trzy razy na dobę. Z okien również czasami, ale często w plenerze: niebo, drzewa i domy, i niekiedy też wodę, skoro staw byt niedaleko od domu. A był pejzaż ładny wszędzie, naprawdę. Stąd pławiłem się równie w obserwacjach, jak w pracy, odnajdując siebie znowu dawnego. Już tym razem, mam nadzieję, na "zawsze"! Choć to "zawsze" nie zawsze całkiem było, prawdę mówiąc, jednakie, skoro tamtej jesieni, po powrocie z Sobieszewa nie mogłem się czas pewien znów zabrać tak jak zwykle, jak trzeba, do sztuki. Był listopad, dość chmurny, jak to zwykle listopad, i to mnie tak do pracy zrażało, żem - pamiętam - się nie mógł wcale zebrać. Dopiero koło grudnia się jakoś odetkało i jużem wtedy zabrał się z pasją do malarstwa z powrotem, mając stale w pamięci mą wiosenną tegoroczną wystawę, która również wpłynęła jednak bardzo na mą pasję, bo skoro kiedyś byłem malarzem, mogę teraz z powrotem nim znów zostać, gdy zechcę. A że chciałem, więc nuże... Trzeba zacząć malować! Malowałem więc pejzaż, stale pejzaż z początku. Z tego okna, tamtego. Od sąsiadów na piętrze. Pejzaż tu jest dość ładny, by mnie sobą zachęcać. Miałem przy tym tradycję w moim życiu w tym sensie. Ilem ja ich napłodził! Przyszedł jednak czas taki, gdy odniosłem wrażenie, że natura to wiele, ale jednak absolutnie nie wszystko. Jeżeli coś ci do głowy malarskiego przychodzi, no to maluj, człowieku, z głowy, a nie z natury tylko, stale, koniecznie. Nosić w sobie pomysły, nie korzystać z nich nigdy, to tak, jakbyś płód nosił miast go zrodzić po ludzku, wydać na świat, by żyło, co się w tobie w jakiś sposób poczęło. Że mi stale do głowy coś przychodzić zaczęło, to był widać znak jakiś: maluj, człeku, coś sobie wyśnił jakby na jawie! Maluj człeku... powiedzieć wiele łatwiej niż czynić. Bo choć we mnie się rodzić tamte rzeczy zaczęły późno bardzo, bo koło sześćdziesiątki, gdy byłem już "dojrzałym" całkowicie malarzem - tak by mogło w każdym razie się zdawać - to mi wcale nie poszło łatwo owo rodzenie. Doskonale pamiętam jak to było z tą pierwszą moją wizją abstrakcyjną poniekąd - ile było nieprzewidzianych trudności. (...) Jeśli bowiem punktem wyjścia jest wizja - ta wewnętrzna - to do niej tak nie możesz powracać, jak wracasz do pejzażu przed sobą, czy butelki na stole, gdy malujesz przed naturą do "końca". Kiedy punktem dla cię wyjścia jest wizja, to się ona w czas pracy powolutku, jak gdyby, rozpływa. No i wizję pierwotną zastępuje powoli wizja płótna, obrazu, który trzeba ci tworzyć korzystając z twej wiedzy, na czym obraz w gruncie rzeczy polega. Stąd nie jesteś "kopistą" nigdy wizji pierwotnej, ale twórcą nieustannie obrazu i stąd trzeba ci wciąż korzystać z twej wiedzy artystycznej - inaczej nie podołasz nigdy w życiu zadaniu. Ona będzie ci bowiem przewodnikiem, ta wiedza. Wiedza o tym, czym obraz jest naprawdę, w swej treści literalnie najgłębszej, a więc treści artystycznej, formalnej. Że jest jakąś plastyczną w gruncie rzeczy konstrukcją, "po prostu". Stąd też owo malowanie "z fantazji" jest wspaniałym doskonałym ćwiczeniem, egzaminem jakowymś ustawicznym z tej wiedzy, jaką w życiu artystycznym nabyłeś. I dlatego tak ogromnie czymś cennym w twoim życiu artystycznym, malarskim. A zarazem jest prawdziwie czymś ważnym niezrywanie całkowite z naturą, która dla nas jest zawsze, bo być musi, koniecznym punktem wyjścia, w jakiś sposób, w malarstwie. Nawet kiedy uprawiasz abstrakcję, to z natury w gruncie rzeczy wychodzisz, skoroś z niej to zaczerpnął pojęcia: równie barwy, jak waloru i linii. A poza tym - co jest ważne niezmiernie, bo stanowi w danym razie fundament twego życia calutkiego artysty - też gry barwnej koloru. Jedno z drugim, wobec tego uprawiaj. Maluj sobie przed naturą, lecz również maluj "z głowy", jeżeli ci do głowy coś przyjdzie. A przychodzić wciąż będzie, jeśli twoje widzenia punktem wyjścia się staną w powstawaniu kompozycji twoich jakichś malarskich. Wtedy one pomyślą sobie bodaj, że warto tego kogoś zapładniać, skoro dzieci z niego stale się rodzą, kompozycje powstają stale, jedna za drugą. Bo inaczej by one - te widzenia, te wizje - zniechęciły całkowicie się chyba? (...)
* Fragment szkicu pt. "Nieudana ekskursja" (z części "O sztuce") z ok. 1980 roku, rękopis w zbiorach Sekcji Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Tytuł od redakcji.
JOANNA STASIAK - Niezależność Wolffa
Wolff uważał, że dla obrazu piękno stricto sensu jest pięknem formy. Współtworząc nurt koloryzmu w malarstwie polskim, związany z Waliszewskim, Cybisem, miał świadomość prawideł budowy obrazu, jego abstrakcyjnego układu. Pisał o tym przez całe życie, włożył wiele starań, by przybliżyć innym rozumienie formy. Był bliski kapistom, gdy powtarzał, że nieważne co przedstawia obraz, lecz jak jest zrobiony. Jednak malował inaczej niż oni. Konstruował obraz, dzielił płaszczyznę na pion i poziom, porównywał ciężar tego, co po lewej i prawej stronie, ustalał podstawową linię pejzażu - horyzont. Był szczególnie wyczulony na walor. Najpierw podejmował decyzję, co jest jaśniejsze: niebo, czy śnieg leżący na ziemi, i dopiero wtedy szukał różnic koloru. Budował obraz dużymi płaszczyznami. Na granicy ich zetknięcia szukał linii. Plama koloru nie była dla niego samodzielnym, jedynym środkiem wyrazu. Miała swoją wagę dzięki walorowi, swój kształt dzięki linii. Walor, kolor, linia budowały przestrzeń. Były dla niego elementami języka, który umożliwiał wypowiedź. Pojawienie się przestrzeni w obrazie jest jak tchnienie ducha w materię. Otwiera się miejsce dla piękna largo sensu: tego, co wzniosłe, poetyckie. Dla Wolffa wielkie malarstwo to coś więcej niż piękno formy; wielki malarz stwarza własny, odrębny świat. To zapewne miał na myśli pisząc: "obraz jest płaszczyzną zamkniętą nie ramami jedynie, ale myślą konkretnego artysty".
Myślą dla obrazu jest symbol.
Symbolika pejzaży Wolffa to połączenie niepozornego z nieskończonym. Pejzaż jest jak scena, która określa temat dramatu. Nie ma na niej ludzi, a jeżeli pojawiają się, to jako sztafaż. Jednak wszystko jest tu naznaczone skalą nieobecnego człowieka, którego można rozpoznać w wydeptanych drogach, domach, które zbudował. W malowanym w 1940 roku pejzażu z Sandomierza, bezludność miasta na granicy frontów jest przejmująca. Domy jakby rozstąpiły się przed pustą ulicą. Czerpiące z ciepła tekturowego podłoża rdzawe plamy wnętrz domów nie są w stanie przeciwstawić się ciężkiej szarości nieba i ziemi.
"Wymarły sad" z 1940 roku to, wydawałoby się, zwyczajny widokdrzew w pełnym słońcu. Jednak pnie świeceniem przypominają obnażone ciała, od góry zaczynają usychać, pokrywać się popiołem.
Wolff odnajdywał duchowość Lasek w ubóstwie pejzażu. Mógł "poświęcić jednemu motywowi setkę z górą posiedzeń, aby zmusić naturę do spowiedzi". Ściany domu szare, niebo niskie, ciemniejsze od brudnawego śniegu, drobne pnie sosen stoją niepewnie jak ślepcy.
W miarę upływu lat dążenie do budowania poetyckich sensów narastało. Coraz więcej malował niełatwych do odczytania kompozycji. "Tryptyk napoleoński" jest przedstawieniem losu w trzech odsłonach: świt, blichtr chwały i zmierzch. Prawy obraz tryptyku zatytułowany "De 1'obscurite" umieścił Wolff na okładce katalogu swojej wystawy w "Zachęcie" w 1981 roku, jakby przeczuwając, że będzie ostatnia. Obraz "A la Piero della Francesca" to jeden z licznych obrazów malowanych w hołdzie malarstwu. To wchodzenie w podziwiany obraz jak w zamknięty świat "tak, by żyć w nim można". Obraz "Noc odchodzi" ("Świt") jest według ks. Tadeusza Fedorowicza interpretacją wiersza św. Jana od Krzyża, opisującego drogę duszy. Ciemne pnie drzew ogołocone z liści na tle jaśniejącego nieba ukazują przejście przez noc.
Ktoś powiedział, że istnieją dwie nie zamknięte drogi sztuki współczesnej: jedna wytyczona przez Cézanne'a, druga przez Redona. Droga Cezanne'a jest racjonalną obserwacją świata z której powstaje wizja. Droga Redona to obserwacja świata wewnętrznego, tak intensywna, że staje się on rzeczywistością. W twórczości Wolffa te dwie drogi spotykają się, zgodne co do tego, że dzieło sztuki nie powstaje tylko z gorącego notowania spostrzeżeń lub emocji, lecz niemożliwe jest bez refleksji.
Obrazy Wolffa dają nam wyobrażenie o nim jako człowieku wolnym, podporządkowanym idei wyższej. Duchowa perspektywa dała mu niezależność. Nie obchodziły go mody artystyczne, następujące po sobie w kolejnych dziesięcioleciach. Obecnie, kiedy poddaje się w wątpliwość sens sztuki, istnienie i trwałość dzieła, obrazy, z których nie uciekło światło wraz ze śmiercią artysty, są może jedynym sensownym argumentem za malarstwem.
Obrazy wystawione w Galerii In Spe pochodzą z kolekcji prywatnych. Osobom, które zechciały je wypożyczyć, serdecznie dziękujemy.
SPIS PRAC WYSTAWIONYCH:
- "Pejzaż z Sandomierza", 1940, olej, dykta, 24x34
- "Wymarły sad", 1940, gwasz, tektura, 30x18
- "Laski", ok. 1960, gwasz, tektura, 26x26
- "Pejzaż z "Bretanii", 1962, olej, płótno, 51x66
- "Rafał zimą", 1963, olej, płótno, 55x33
- "Sosny", 1964, olej, płótno, 51x66
- "Pochmurny listopad", 1969, olej, płótno, 46x61
- "Noc odchodzi", ("Świt"), 1969, olej, płótno 73x100
- "Podwórze", 1971, olej, płótno, 56x56
- "Żółte niebo", 1972, olej, płótno, 66x54
- "Zgilotynowana głowa", 1974, olej, płótno, 65x50
- "Vers la gloire" ("Tryptyk napoleoński"), 1978, olej, płótno, 81x65
- "Marche Triomphale" ("Tryptyk napoleoński"), 1978, olej, płótno, 73x100
- "De l' Obscurite" ("Tryptyk napoleoński"), 1978, olej, płótno, 81x65
- "A la Piero della Francesca", 1979, olej, płótno, 80x60
- "Ignis Ardens", 1980, olej, płótno, 81x65
WYBRANA BIBLIOGRAFIA (artykuły i książki o Wolffie)
- Wystawa "Pod Lwami", "Głos Lubelski" 1936 nr 350 (22 XII)
- Jan Mroziński, Mamy w Poznaniu dwie ciekawe wystawy, "Kurier Poznański" 1937, nr 25 (17 I).
- Konrad Winkler, Ostatnie wystawy, "Pion" 1938 nr 51-52.
- Tytus Czyżewski, Młodzi i najmłodsi w IPS-ie, "Prosto z Mostu" 1939 nr 4.
- Jacek Woźniakowski, O malarstwie Jerzego Wolffa, "Tygodnik Powszechny" 1959 nr 12.
- Jacek Sempoliński, Wystawa w Zachęcie Jerzego Wolffa, "Przegląd Kulturalny" 1959 nr 14.
- Jerzy Wolff, O moim malarstwie, "Polska", 1964 nr 11.
- Stanisław Ledóchowski, Malarstwo cichego zaułka, "Kultura" 1966, nr 16.
- Jan Becker, Malarstwo Jerzego Wolffa, "Przegląd Artystyczny" 1966 nr 5.
- Stanisław Rodziński, Malarskie zwierzenie Jerzego Wolffa, "Tygodnik Powszechny" 1973 nr 12.
- Stanisława Grabska, Refleksje po wystawie malarskiej Jerzego Wolffa, "Więź" 1973 nr 7-8.
- Jerzy Zanoziński, Współczesne malarstwo polskie, Warszawa 1974, s. 7, 136-137.
- Joanna Pollakówna, Sztuka namiętnego patrzenia, "Znak" 1974 nr 235.
- Krytycy sztuki proponują, Zachęta, Warszawa VII 1975, s. 36, 37, 27.
- Jerzy Zanoziński, Jerzy Wolff [w.] Wystawa Laureaci Nagrody Krytyki im. Cypriana Kamila Norwida z lat 1967-1976, Dom Artysty Plastyka, Warszawa, 18 II - 13 III 1977.
- Zbigniew Florczak, Jerzy Wolff, "Express Wieczorny" 1978 nr 83 (12 IV).
- Jerzy Wolff rozmawia z redakcją, (rozm. W. Wierzchowska) "Projekt" 1978 nr 4, s. 9-15.
- Kolor w malarstwie polskim XIX i XX wieku, Muzeum Narodowe w Poznaniu, VI - X 1978, s. 107, il. 45.
- Wojciech Skrodzki, Piękno, pokora, nadzieja, "Więź" 1979 nr 6.
- Jan Cybis, Notatki malarskie. Dzienniki 1954 -1966, Warszawa 1980 (indeks).
- Stanisław Cichowicz, Pędzlem i piórem, "Kultura" 1981 nr 10.
- Jerzy Stadnicki, Mój problem Wolffa, "Więź" 1981 nr 7/8.
- Joanna Pollakówna, Malarstwo polskie między wojnami 1918-1939, Warszawa 1982, s. 47, 48, 383, 113.
- Paweł M. Taranczewski, Z punktu widzenia artysty, "Znak" 1983 nr 7.
- Józef Czapski, Patrząc, Kraków 1996, s. 164, 397, 410-418.
- Jerzy Wolff rozmawia z Redakcją, (rozm. S. Stopczyk), "Projekt" 1984 nr 4, s. 64.
- N.C [Nawojka Cieślińska], Jerzy Wolff, z rozmowy z artystą, Laski, wrzesień 1985, "Przegląd Powszechny" 1986, nr 1.
- Refleksje o sztuce. Z ks. Jerzym Wolffem rozmawia ks. Jerzy Czarnota, "Chrześcijanin a Współczesność" 1986 nr 3-Stanisław Rodziński, Ks. Jerzy Wolff 1902-1985, "Tygodnik Powszechny" 1985, nr 51-52.
- Ewa Szemplińska, Sposób istnienia, "Tygodnik Powszechny" 1986 nr 14.
- Wojciech Skrodzki, Ks. Jerzy Wolff, "Więź", 1986 nr 5/6.
- Kinga Strzelecka OSU, Miasto świateł, Kraków 1987.
- Wojciech Skrodzki, Ks. Jerzy Wolff, Michał Żółtowski, Malarstwo, niewidomi, przyjaźnie [w:] Ludzie Lasek, Warszawa 1987.
- Stanisław Stopczyk, Koloryzm, Warszawa 1987, s. 25-26.
- Zofia Malanowska, Ks. Jerzy Wolff, "Znak" 1990 nr 6.
- Małgorzata Kakiet, Pewna forma szczęścia według Jerzego Wolffa, Warszawa 1993.
- Jerzy Stadnicki, Szczęście zranione?, "Więź" 1994, nr 9.
- Krzysztof Harbaszewski, Blaskiem promienieć winien obraz cały, "Art and Buisness" 1995 nr 11-12.
- Wokół kapizmu: album towarzyszący wystawie Wokół kapizmu zorganizowanej w dwóch częściach. Szkoła sopocka - Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie. Okres paryski - Muzeum Narodowe w Gdańsku, Sopot 1995, s. 75, 80, 81.
- Przemysław Trzeciak, Jerzy Wolff, [hasło w:] Od Maneta do Pollocka. Słownik malarstwa nowoczesnego, Warszawa 1995.
- Krzysztof Burek, Dar zachwytu, "Sycyna" 1996 nr 3.
- Wywiad z księdzem Jerzym Wolffem, Laski, dn. 9X 1985 (rozm. Wiesława Wierzchowska), "Pokaz" 1996 nr 2.
- Krystyna Paluch-Staszkiel, Harmonia natury i łaski, "Przegląd Powszechny" 1996 nr 12.
- Małgorzata Kitowska-Łysiak, Wolff- symbolista?, "Akcent" 1996 nr 4.
- Stanisław Rodziński, Jerzy Wolff, "Gość Niedzielny" 1996, nr 47 (24 XI). podał Krzysztof Harbaszewski
KATALOGI WYSTAW INDYWIDUALNYCH
- Exposition oeuvres de Georges Wolff. Galerie Art et Artistes Polo-nais, 23 mai - 7 juin 1932, Paris 1932 ( wstęp: Marcel Clavie).
- Wystawa malarstwa Jerzego Wolffa, Zachęta, Warszawa, II-III 1959.
- Wystawa prac Jerzego Wolffa, Zachęta, Warszawa, III 1966.
- Malarstwo Jerzego Wolffa, gwasze Bolesława Gasińskiego, KMPiK, Białystok, I 1971.
- Jerzy Wolff, Dom Artysty Plastyka, Warszawa, 7 -23 IV 1978 (wstęp: Jerzy Wolff).
- Malarstwo ks. Jerzego Wolffa, Muzeum Archidiecezjalne w Warszawie, 20 IV 1979
- Malarstwo Jerzego Wolffa, Zachęta, Warszawa 1981 (wstęp: Wojciech Skrodzki, bibliografia: Hanna Kubaszewska).
- Jerzy Wolff 1902 - 1985, rysunek i malarstwo. Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, 18 V - 27 VI 1992, Warszawa (wstęp: Krystyna Zwolińska).
- Jerzy Wolff 1902-1985, Pamiętnik wystawy, [Zamek Królewski Sandomierz, XII 1995 - VI 1996; Muzeum Okręgowe w Rzeszowie, VII-VIII 1996] (oprać. Jerzy Krzemieniecki, kalendarium życia i twórczości: Krzysztof Harbaszewski), Sandomierz 1995.
|